Highline
Wstęp
Na slacku zacząłem chodzić przez chwilę w pandemii, ale nie było tego dużo i tak naprawdę odkopałem i odkryłem taśmę na nowo w maju 2024 roku. Zakręciłem się w krakowskim środowisku i zabrałem się za ten sport na poważnie.
Urban Highline Festival 2024
W sierpniu zeszłego roku pojechałem na moją pierwszą edycję Urban Highline Festival, który był dla mnie krokiem milowym w tym sporcie. Od jakiegoś czasu zbierałem się do tego, żeby zacząć przygodę z highline i opanowałem minimum potrzebne do tego żeby czuć się pewnie, czyli umiejętność powrotu na taśmę 😅. Zapisałem się na warsztaty “Od zera do Highlinera” prowadzone przez Adama, nawet mimo tego, że nie do końca spełniałem wymagania (swobodne chodzenie po taśmie do iluś tam metrów). Mimo tego, bo zazwyczaj idę na kursy i szkolenia jak już coś umiem i chcę tylko podszlifować, lub poszerzyć umiejętności.

Byłem wtedy na końcówce wypowiedzenia i przyjechałem sobie do Lublina z samego rana. Poszedłem na śniadanie na miasto, bo rejestracja była zamknięta i tam poznałem Katharinę. Pomagałem jej w dogadaniu się z obsługą hostelu. Nie do końca się dogadałem, ale skończyłem z darmowym śniadaniem. Popracowałem chwilę w kawiarni, a później poszedłem się zarejestrować. Rozbiłem się na polu namiotowym i wylądowałem na Trybunale. To jest w ogóle mega uczucie, że kiedy się jest uczestnikiem festiwalu, to można wchodzić na dachy i piętra budynków, albo wieże kościołów, które normalnie są niedostępne. No więc poszedłem na Trybunał, zobaczyłem że ktoś jest na taśmie i w dodatku ludzie, którzy też dopiero zaczynają uczą się wstawać, albo robią po kilka kroków. To była dla mnie duża ulga, bo jadąc na festiwal miałem poczucie, że jestem za słaby i że to może nawet nie mieć sensu. Jest wprost przeciwnie, bo festiwal w Lublinie ma bardzo dużo taśm dla początkujących, a cała społeczność highline jest bardzo otwarte i zachęca do próbowania i nauki chodzenia na taśmie.

Widząc jak to wygląda, i że jedna taśma jest wolna, poprosiłem obsługę o sprawdzenie mojej ósemki i wyszedłem przez okno. Nie miałem jeszcze wtedy rollexa/rolki, więc wszystko robiłem na rękacha. Rolka służy do wpięcie się do taśmy i daje możliwość wyjechania na niej. Bardzo pomocne, bo żeby wejść na taśmę, trzeba trochę odjechac od krawędzi, żeby nie uderzyć w ścianę w przypadku lotu. Wyszedłem więc na odpowiednią odległość na łapkach jak małpka. Nie pamiętam już, czy się puściłem i wisiałem, czy usiadłem, ale to było naprawdę przedziwne uczucie. Wiszenie w powietrzu. Pamiętam, że sobie tak wisiałem i obserwowałem co się dzieje w mojej głowie. Wyizolowany strach, bycie w kompletnie bezpiecznym środowisku i o tym wiedziałem, ale dla mojego organizmu było to śmiertelne zagrożenie i zupełnie nowe doświadczenie. I sobie tak wisiałem i się oswajałem. Później udało się usiąść i dalej obserwować to uczucie. Po kilku minutach wróciłem do okna. I tak oto festiwal zaczął się dla mnie festiwal i moja przygoda z highlinem.

W ciągu festiwalu skupiałem się na poznawaniu technik wstawania i praktyki na taśmie. Codziennie dwa razy dziennie. Uczyłem się dosłownie wszystkiego, niekiedy niestety dosyć boleśnie. Jedną z zasad jest, żeby nie łapać taśmy przy spadaniu, ale niestety jest to odruch, którego ciężko mi się oduczyć. Wtedy na festiwalu straciłem równowagę i podczas lotu złapałem taśmę tak niefortunnie, że między małym palcem, a serdecznym miałem lonżę, która przypaliła mi skórę miedzy palcami.
Po tym wydarzeniu, trochę ćwiczyłem sobie spadanie z taśmy, a ostatniego dnia udało mi się wejść w mindset, w którym już oddawałem realne próby i loty były dla mnie ekscytujące.
Oprócz samych taśm, jest też kemping, na którym spałem, na którym jest muzyka, imprezy, rozwieszone taśmy, o różnej długości i stopniu trudności. Były zawody speedlineowe, w których nie brałem udziału. Na taśmie zawieszonej na Lubelskim Centrum Konferencyjnym był pokaz na taśmie ledowej.
UHF jest imprezą towarzyszącą Karnawału Sztukmistrzów, który jest wydarzeniem cyrkowo-artystycznym i to też był mój dodatkowy cel. Codziennie byłem na jakimś wydarzeniu towarzyszącym, więc był trochę zapierdol, bo praca zdalna, warsztaty, taśmy i te cyrkowe rzeczy, ale nie przeszkadzało mi to. Było super.
Kraków i Bolechowice
Po festiwalu w Lublinie, wielokrotnie byłem na taśmie w Bolechowicach pod Krakowem. Bardzo dużo też pomagały mi treningi w Parku Jordana. Nasze społeczność ma regularne spotkania, gdzie można się zintegrować i poćwiczyć na wielu różnych taśmach. Każde wyjście na highline wiązało się ze stresem, walką o położenie pierwszej, a następnie drugiej nogi. Walki z własnymi ograniczeniami i oczekiwaniami. Nauki dostrzegania progresu w małych rzeczach, jak chociażby czas spędzony na taśmie. Pierwsza sesja w Bolechu była zweryfikowaniem moich poprzednich osiągnięć. Z sytuacji, gdzie czułem, że lada moment wstanę okazało się, że się boję, że mam oczekiwania i nie mogę się przełamać, żeby chociaż dołożyć drugą nogę.


Dużo analizowałem, co mi nie pozwala wstawić drugiej nogi na taśmę, co powininem rozluźniać, jak się ustawiać, jak manipulować swoim ciałem, ale czasem się udawało to zrobić na chwilę, a czasem nie byłem w stanie nawet zgiąć kolana.
Przy okazji higline można też na przykład podwiesić sobie hamaczek na taśmie, co też raz zrobiliśmy w Bolechowicach.


Ameryka Południowa
Wyjazd do Ameryki Południowej nie był zbyt highlineowy i miałem prawię półroczną przerwę od sportu. Dopiero w Kolumbii udało się złapać kontakt i tak na tydzień wylądowałem w Suesce. Uwielbiam ludzi ze środowiska highlineowego. Każdy tutaj wie z czym się wiąże chodzenie po taśmie i jak długą drogę i walkę z sobą trzeba odbyć. Tutaj ludzie nie oceniają, oni przede wszystkim wspierają. W czasie kiedy tam byłem, poznałem kilka osób, które okazały się legendami, lub co najmniej światowego formatu highlinerami. Pierwsze próby były stresujące, ale pamiętam jedną sesję, w której dostałem wsparcie i zachęty, spokojne, bez presji, takie dogłebnie wspierające. Na tamtej sesji udało mi się dołożyć drugą nogę i trzymać ją stabilnie. Próba wstania wciąż wiązała się z blokadą. Udało mi się wejść w mindset, który odcina analizowanie i po prostu spróbowałem wstać. Z krzykiem na ustach, bo to było coś nowego i zupelnie nie wiedziałem czego się po tym spodziewać, ale po raz pierwszy od festiwalu, podjąłem poważną próbę wstania i byłem szczęśliwy. Dużo to dla mnie znaczyło, że udało się wygrać ze strachem. Więcej szczegółów można poczytać w artykule o Suesce.


Kraków, Kobylany, Bolechowice
Po powrocie do Polski, kupiłem sobie węższą taśmę, taka jaka jest używana do highline, żeby móc więcej i lepiej ćwiczyć. Byłęm też kilkukrotnie na wysokości. Na naszym lokalnym permie, w pierwszej sesji po przylocie, od razu dostawiłem drugą nogę, ale się wycofałem z próby wstawania. Ogólnie trochę się borykałem z bólem bicepsa i trochę mnie to blokowało - czy to tylko wymówka, ciężko powiedzieć, ale bałem się ryzykować utratę kontroli. Nie lubię latać z pozycji siedzącej i to jest chyba największa przeszkoda przy dostawianiu drugiej nogi.
W każdym razie, nadszedł taki dzień, gdzie rozwiesiliśmy taśmy w Kobylanach. To był ostatni dzień maja przy okazji otwierania bazy IPW w dolinie kobylańskiej. Od jakiegoś czasu słyszałem rady, żeby się wyprostować i trzymać ręce wyżej, że za bardzo się kulę. Ja wewnętrznie nie czułem, żeby miało mi to pomóc, zwłaszcza że jestem pewien że tego próbowałem i czułem wtedy utratę równowagi. Kiedy byłem tego dnia na taśmie i udawało mi się w miarę dokładać drugą nogę, nastąpiło przełamania. Mieszanka złości na te wszystkie rady i próba udowodnienia, że mój proces w końcu doprowadzi mnie do sukcesu, spowodowały, że spróbowałem wstać. Nie wiedziałem jak to się dokładnie stało, ale udało się wstać, popatrzeć na stanowisko gdzie akurat wszyscy patrzyli gdzie indziej, wtedy z racji lepszej inwencji twórczej krzyknąłem tylko “fuuuuuck”. Wszyscy się na mnie popatrzyli, byli trochę w szoku. Kilka sekund tak utrzymałem i z racji, że to było coś nowego i nie wiedziałem co dokładnie chcę zrobić jak już wstanę, to w sumie spadłem. To było takie wspaniałe uczucie. Po prawie roku osiągnąłem swój cel. W tej samej sesji udało mi się wstać chyba jeszcze ze dwa razy i zrobić pojedyńcze kroki. Kolejnego dnia nie udało się wstawić nawej drugiej nogi, ale przestało mieć to tak duże znaczenie. Cel został osiągnięty, udowodniłem sobie że mogę to zrobić.
Kolejne sesje były w Bolecho, gdzie udało mi się zrobić trzy kroki, które są do dzisiaj moim rekordem. Najważniejsze, że od tamtej pory jest łatwiej podejmować próby wstawania, a druga noga jest już trochę lżejsza i nie ciągnie tak bardzo w dół.
Niestety ból bicepsa przerodził się w ból nadgarstka i mocno mnie to ogranicza w tym, żeby próby były “za wszelką cenę” i łatwiej się wycofuję. Nie mam motywacji, która pomogłaby łatwiej przełamywać barierę mentalną, bo powrót do pełnej sprawności jest ważniejszy. Chciałbym też wrócić do formy wspinaczkowej, i to jest dla mnie większym priorytetem.
Urban Highline Festival 2025
Tegoroczny festiwal wiązał się z pewnymi oczekiwaniami. Chciałem zacząc chodzić. Niestety jechałem z półwyleczoną kontuzją i też przez dość długi czas nie robiłem nic, więc jak to ja, pierwszego dnia skończyłem na 3 albo nawet 4 sesjach, każda coraz gorsza, dogłębnie się męcząc. Udało mi się raz wstać na koniec dnia, ale nie było to tego warte. Chociaż psychicznie pozwoliło mi odpuścić. Potrafię wstać na taśmie, wciąż to potrafię.

Z racji, że w czwartek się zajechałem, to w piątek nie robiłem nic, licząc na to, że nadgarstek nie jest zbyt przeciążony, i że jeszcze uda się coś zrobić przed końcem festiwalu. W sobotę byłem na dwóch taśmach. Moim celem stały się loty bez łapania taśmy, żeby nadgarstek jak najmniej pracował. Na Trybunale udało się nie złapać taśmy ani razu i wstać. W sesji “na kościele” udało się wstać, ale przy kolejnych próbach zacząłem łapać taśmę, więc zjechałem, żeby utrzymać jakość sesji i nie uszkodzić się niepotrzebnie.

Sam festiwal znowu był zajebisty. Czułem się jakbym wracał do domu. Znałem już więcej osób, niż w poprzednim roku, znałem miasto i większość miejscówek. Za względu na kontuzje nie mogłem w pełni korzystać z festiwalu, ale mega podobał mi się pokaz trickline zorganizowany przez Slack Sensation i zawody speedlinowe, których finały były rozgrywane poza kempingiem w tym roku. Mega zrobił na mnie występ Klaudii na szarfie na highline, który łączył trochę obydwa festiwale. Udało się nawet załapać na dwa cyrkowe spektakle biletowane. Cieszę się z tej edycji festiwalu, mimo okoliczności zdrowotnych. Liczę, że w przyszłym roku skorzystam dużo bardziej.
Spacenet w Bolechowicach
Ze znaczących wydarzeń highlinwowych po festiwalu, to pomagałem przy wieszaniu Spacenetu w Bolechowicach. To był nasz lokalny projekt dowodzony przez Krzyśka. Spacenet to taka siatka, rozciągnieta przy pomocy taśm, na której można sobie usiąść. Taki lepszy hamak, bo zmieści się na nim więcej osób. Lubię highline za ten element sprzętowy i zabawy z wysokością. W każdym razie, wziąłem Magdę na spacenet, jako jej highlineową inicjację i mimo, że trochę się bałem, że coś pójdzie nie tak, to wszystko się udało. Był mały problem przy przepinaniu się na siatkę, ale udało się to na spokojnie ogarnąć.



Próbowałem też wstać na taśmie tamtego dnia, ale przy drugim locie dostałem takiego strzała w nadgarstek naciągniętą jak struna taśmą, że poczułem prąd we wszystkich palcach przez kilka sekund.
Festiwal OFCA (Oleśnicki Festiwal Cyrkowo-Artystyczny)
Pierwszy raz tutaj, chociaż o festiwalu OFCA słyszałem już podczas poprzedniego UHFu. Bardziej kameralnie niż w Lublinie, większe pole namiotowe, więcej swobody, luźniejsza atmosfera. Były też dłuższe taśmy. Wstałem trzy razy. Ogólnie to byłem bardzo zachowawczy w tym co robię, bo wciąż nie została rozwiązana sprawa nadgarstka i czuję się tylko jakbym jeździł od festiwalu do festiwalu, nie robiąc nic pomiędzy. Ani wspinania, ani highline, trochę slackline. Na tym festiwalu był pokaz Slack Sensation, tym razem w duecie. Byłem na jednym biletowanym spektaklu i na dwóch darmowych. Wszystkie były fajne. Na przyszły rok trzeba ogarnąć bilety z wyprzedzeniem, bo ledwo co się załapaliśmy.




Plany
Obecnie skupiam się na treningu na mojej taśmie i rehabilitacji ręki. Pracuję nad powrotem do formy wspinaczkowej, ale nie zaniedbując slacka, ani highline. W tym roku chciałbym się jeszcze pojawić na zgrupowaniu w Wojcieszowie, podobno najlepsza ze wszystkich imprez 😄