Zamek Osaka i tranzyt do Korei
22 listopada
Dzień tranzytowy i to jaki. Dwie najbliższe noce spędzimy w transporcie. Rano zostawiamy rzeczy w hotelu, na szczęście nie trzeba było szukać przechowalni bagażu. Jedziemy do świątyni w Osace, gdzie odbywa się comiesięczny targ. Ja jestem średnio zainteresowany, więc trochę uzupełniam bloga gdzieś na boku. Dzisiaj wejście na teren świątyni jest darmowe, więc robię jakieś fotki, a w momencie kiedy mieliśmy jechać na śniadanie, to zaczynają się jakieś modlitwy, więc chwilę zostajemy, żeby popatrzeć. Mnich przenosi coś z zamkniętej skrzyneczki na środek, a później zaczyna się modlić. Forma, to takie rytmiczne zawodzenie pod jednostajną muzykę z bębna.




Jedziemy coś zjeść, coś czyli naleśniki. Chodziły za mną od kilku dni. Można kupić tutaj w sklepach naleśniki z syropem klonowym i margaryną, ale chciałem zobaczyć jak wyglądają takie ciepłe, świeże. Były troszeczkę suche, ale smaczne 😊

Następnie udajemy się do zamku Osaka. Zamek (czyli jego główna wieża), został zniszczony wiele lat temu i to co obecnie można zobaczyć to nie tak dawno odbudowana wersja z 1931 roku. Z zewnątrz wierna replika, w środku muzeum. Z ciekawostek, to podczas wykopalisk, albo robót ziemnych (np. wodociągi), odkryto stare mury, które miały nawet 7 metrów wysokości, a teraz były całkowicie pod terenem zamku. Budynek jest na dużym terenie ogrodowym, otoczony murami i wodą. Fajne, ale jako trzeci zamek w tym kraju nie robi już takiego efektu wow i raczej szybko udajemy się na ostatni ramen w tym mieście.











Wracamy po rzeczy, częściowo na nogach, częściowo komunikacją, a później na dworzec autobusowy. Jest jeszcze mała nerwówka, żeby zdążyć zjeść kolacje i ogarnąć toaletę, ale udaje się wszystko załatwić i wsiadamy do naszego rydwanu. Porównanie nieprzypadkowe, bo autobus jest raczej klasy premium. Każdy fotel ma taki rozkładany głęboki daszek, a pod nim uchwyt na telefon. Nigdy czegoś takiego nie widziałem 😮 Autobus nie ma toalety, ale raz na jakiś czas zatrzymuje się na postojach, więc nie jest źle.


23 listopada
Przyjechaliśmy rano do Fukuoki. Zostawiliśmy bagaże w automatycznej skrzynce na nie. Schowek działa na kartę IC, w taki sposób że otwiera się ją tą samą kartą, którą się zapłaciło. Udało się nam tam włożyć wszystkie rzeczy, więc z jednym plecakiem na bieżące rzeczy poszliśmy się przejść po mieście. Udaliśmy się w stronę morza i części portowej. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w jakiejś świątyni.


Posiedzieliśmy chwilę nad morzem i weszliśmy na wieżę obserwacyjną. Wracając z powrotem w kierunku dworca, zachaczamy jeszcze o jakieś sklepy z ubraniami albo używaną elektroniką. Zjadamy obiad na dworcu i idziemy na pociąg. Nasza jedyna podróż Shinkansenem. 90km w 15 minut. Poszło bardzo sprawnie. Fajnie obserwować jak “towja lokalizacja” na mapach się tak szybko przesuwa. Przesiedliśmy się w lokalny pociąg, a następnie poszliśmy na terminal promowy. Tam zaczekaliśmy godzinę do naszego promu i się zaokrętowaliśmy. Mieliśmy kajutę na jakies 15 osób, czyli pokój z materacami i pościelą. W końcu trochę przestrzeni i udało się nawet trochę pospać. Ze wszystkich rodzajów transportu publicznego, promy są moim ulubionym.





