Wietnam
28 listopada
Budzimy się wcześnie rano, idziemy zjeść śniadanie. Na szczęście nasz lot został przesunięty, więc mamy czas i od razu potem jedziemy na lotnisko. Podczas odprawy bezpieczeństwa, security wzięło moje piłki do żonglowania i kazali mi je wyrzucić. Pewnie dlatego, że jedna była w kubku, żeby zajmowała mniej miejsca 😟 Szkoda, mimo że już trochę podniszczone to bardzo je lubiłem i czasem nawet używałem. Bardzo przykre pożegnanie z nimi 🥺
Przylecieliśmy do Cam Ranh popołudniu, pojechaliśmy do hotelu i poszliśmy na jedzenie. Duża zmiana w stosunku do Korei i Japonii. Trzeba się będzie przestawić na tanią Azję 😅 Głośno, wszyscy trąbią, chodniki zastawione i nie da się po nich przejść. Całkiem inne jedzenie i pieniądze. Wszystko inaczej, trochę jakby lecieć prosto z Europy. Z drugiej strony dużo knajp i masaży, a co najważniejsze bardzo tanio, więc jak się tu ogarnie to będzie fajnie 😊 Co do jedzenia, to zamówiłem coś z kurczakiem i dostałem wszystkie możliwe jego części pocięte w kostkę. Kiepsko się wylosowało.


29 listopada
Kolejnego dnia zrobiliśmy spacer po okolicy. Odeszliśmy od głównej ulicy i tam było całkiem sporo psów, których domność było ciężko określić. Na szczęście obyło się bez żadnych agresywnych i relatywnie spokojnie wróciliśmy na główną drogę. Podeszliśmy pod jakiś ładnie wyglądający budynek, zrobiliśmy zdjęcia i poszliśmy dalej.


Tak naprawdę szukaliśmy jedzenia, ale jak doszliśmy do restauracji z mapy to okazały się nieczynne. Po drodze zaszliśmy do kawiarni, gdzie tak się złożyło, że była nasza polska mlekovita.




W trakcie spaceru zdecydowaliśmy się, że polecimy jednak na północ kraju, ze względu na lepszą pogodę. Dzisiaj udało się trochę lepiej trafić z jedzeniem, bo dostałem potężny talerz ryżu za mniej niż wczoraj


Po powrocie do hotelu kupiliśmy bilety na następny dzień, spakowaliśmy się i jutro zaraz po śniadaniu lecimy.