Wielka Fatra
Na nasz pierwszy większy wyjazd z Magdą zaplanowaliśmy sobie wycieczkę do Wielkiej Fatry. Zdecydowaliśmy się na namiot i improwizację.
18 lipca
W piątek wieczorem wyjechaliśmy z Krakowa i naszym celem była Turecká na Słowacji. Po drodze złapaliśmy zajebisty zachód słońca, więc zatrzymaliśmy sie na fotki przy drodze. Było już ciemno, kiedy dojechaliśmy, więc rozłożylismy się namiotem przy parkingu, poza zasięgiem latarnii w czymś co wyglądało jak mini scena/amfiteatr.

19 lipca


Spakowaliśmy się, podjechaliśmy do sklepu, żeby mieć drobne na parking, zjedliśmy śniadanie, czyli jakiś serek, bułkę i ruszyliśmy w trasę. Na początku droga wiodła wzdłuż stoku narciarskiego, poźniej doszliśmy do stawo-basenu, gdzie znależliśmy darmowy parking. Generalnie niepotrzebnie nadłożylismy trochę drogi i pieniędzy. Mielibyśmy też lepsze miejsce na nocleg 🤷. No nic, zdarza się.


Naszym pierwszym celem była Kralova Skała. Nie pamiętam jaki dokładnie był plan na pierwszy dzień, chyba spanko pod Ostredokiem, ale chciałem być elastyczny, żeby nie cisnąć nadmiernie ani Magdy ani siebie. Uzupełniliśmy wodę pod Kralovą skałą, weszliśmy na nią i chwilkę posiedzieliśmy, przy okazji robiąc kilka fotek. Ten pierwszy etap, to było największe podejście dnia, więc fajnie, że było na świeżo.


Poźniej zaczęliśmy przyjemną graniówkę, na tyle przyjemną na ile mogła być z ciężkimi plecakami. W górach nie słucham za bardzo muzyki, a audiobooków to nigdy, ale idąć z Magdą sluchaliśmy sobie Wiedżmina i to było fajne. O dziwo, nawet mogłem się trochę na nim skupić.

I tak przeszliśmy przez Ostredok, Suchy Wierch i doszliśmy do Chyžky. Powoli robiło się ciemno, a my byliśmy już zmęczeni, więc zdecydowaliśmy się ogarnąc nocleg tutaj. Poszliśmy po wodę, ugotowaliśmy obiad i zaraz przed zachodem słońca rozbiliśmy namiot. Nie lubię spać na nielegalu, a nie wiem gdzie można tutaj nocować, więc rozbijaliśmy się jak już nie było za dużo ludzi na szlaku. Gdzieś niżej widzieliśmy, że dwie dziewczyny też spały na dziko, niedaleko od chatki pasterskiej.


To był fajny dzień. Lubię mieć wszystko ze sobą. Jedzenie, dom, zero zmartwień. I na dodatek nie było żadnych dużych kryzysów miedzy mną a Magdą ❤️. Było wspaniale!
20 lipca
Rano zjedliśmy śniadanie, zwinęliśmy namiot, wrzuciliśmy wszystko w krzaki i na lekko poszliśmy na Borišov. Dosyć strome podejście na szczyt, ale zdecydowanie było warto. Nie ma opcji żebyśmy to zrobiliśmy wczorajszego dnia, i fajnie że nie taszczyliśmy tam plecaków.



Nie ma się co rozpisywać nad szlakiem - zwykłą łagodna graniówka. Wracaliśmy prawie tą samą drogą, co przedtem, jedynie skracając ostatni fragment do parkingu. Zostawiłem Magdę z rzeczami przy stawie i sam zbiegłem na dół po auto. Trzeba optymalizować sobie żyćko 😁.


Zjedliśmy jeszcze w najbliższej knajpie, ale już nie pamiętam co dokładnie 🙈. Powrót do Krakowa przebiegł bez przygód 😪