Triglavski Narodni Park
20 sierpnia
Wyjechaliśmy w piątek rano. Mieliśmy zrobione zakupy na kilkudniowy trekking, więc jedyne co nas interesowało to dojechać na parking i rozeznać się w sytuacji. Jechałem całą drogę, która zajęła około 12h. Przyjechaliśmy jak już było ciemno, poszliśmy na obiad, później na krótki spacer do jeziora Kreda i ostatecznie zdecydowaliśmy się spać w samochodzie. To był w sumie drugi raz kiedy spałem w Golfie i nie jest to najlepsze auto do tego, chociaż mam pewne obserwacje na temat potencjalnego łóżka, które można by tam wstawić. Pogoda na najbliższe dni była deszczowa, więc zdecydowaliśmy się na krótkie strzały zamiast wielodniowego treningu, właściwie bez konkretnych celów.
21 sierpnia
Wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie i nawet udało się złapać darmowy autobus jadący do schroniska. Tam jeszcze jakaś końcówka toalety i ruszamy. Jest pochmurnie i mgliście, więc widoczność bardzo słaba, ale tuptamy. Naszym celem jest bivak IV. Ja sie czuje strasznie niewyspany, zmeczony i nie do życia, więc ciężko mi się cieszyć widokami, zwłaszcza jak ich nie ma. Po pewnym czasie zaczyna padać deszcz, a niedaleko grzmieć i nawet błyskać. Zaczyna być trochę stresowo, ale udaje się dotrzeć do biwaku, który jest (nie takim) małym schronem i tam są koce, prycze, stolik, w zasadzie wszystko co potrzebne do życia. Zdejmuje mokre ubrania i chowam się pod kocem. Żałuję, że nie mamy rzeczy na więcej dni, bo można by tu zrobić super bazę wypadową na okoliczne szczyty.

W międzyczasie doszła do nas dwójka Czechów. Udało mi się troszkę przysnąć i kiedy wyszło słońce byłem już trochę żywszy, i nawet dosuszyłem sobie ubrania na zewnątrz. Nie mamy wystarczającej ilości czasu żeby iść na planowany szczyt (Skrlatica), więc razem z Czechami idziemy w kierunku Kriża.




Tam jest trochę wspinaczkowo (w pojęciu ludzi nieoswojonych z górami), trochę większej ekspozycji, generalnie taka droga zejściowa w górach. Kojarzy mi się trochę z zejściem z Kieżmarskiego szczytu.

Docieramy na dół po odjeździe ostatniego autobusu, ale Czesi mają tutaj swój samochód i zwożą nas na dół do naszego. Tam odpalamy szybka kolację, zmęczeni, więc przypadkowo rozlałem połowę tego co gotowałem i idziemy spać do auta.
22 sierpnia
To była kolejna męcząca noc, ale dzisiaj mamy zaplanowaną krótką ferrate. Nasze zespołowe tempo jest bardzo niskie, więc wybrałem coś krótszego, ale bardziej przygodowego. Po śniadaniu idziemy na przystanek, po drodze robiąc sobie zdjęcie z butem. Czekaliśmy aż deszcz przestanie padać więc nie jest jakoś wcześnie, ale przecież to tylko 2.5km ferraty 😅 Oczywiście zignorowałem 5h które pokazywały mapy.com.




Ferrata wyceniona na B, widoczki super, bo pogoda dopisała, tempo zespołowe niestety jak się okazało spada wraz z ekspozycją i trudnością techniczną, więc nam zeszło. Miałem w głowie opcje na kontynuacje na okoliczne szczyty, ale ledwo się doczłapaliśmy do skrzyżowania, żeby domknąć pętle. Nie było za dużo czasu, bo było już późno i zbliżało się widmo nocnego zejścia. Na szczęście nocą zostały nam już tylko ostatnie trudności. Później chwila przerwy przy strumieniu, gdzie pomoczyłem trochę nogi i zejście.



Połowa zespołu została w schronisku, ja zjadłem nasze pozostałe jedzenie, a później radośnie, choć na początku trochę bojaźliwie poczłapałem z podbieganiem jakies 8 kilometrów do samochodu. Szkoda że było ciemno bo mijało się fajne rzeczy po drodze jak galerię skalną, czy punkty widokowe. Wiem bo były zaznaczone na mapie. Część drogi prowadzi też blisko malowniczej rzeki.

23 sierpnia
Umówiliśmy się kolejnego dnia przy wodospadzie Peričnik o godzinie 11 i tym razem stwierdziłem, że mogę się przespacerować zamiast jechać darmowym autobusem. Wodospad jest bardzo malowniczy i możliwe jest podejście za niego i zrobienie zdjęć od tyłu. Powyżej głównego wodospadu jest też mniejszy, cieszący się mniejszym zainteresowaniem ludzi, przez co ciekawszy do eksploracji 😊




Schodząc na dół porozmawialiśmy z chłopakiem pilnującym biegu górskiego, który aktualnie się odbywał. Polecił nam kilka rzeczy do zobaczenia, z czego w szczególności zainteresował mnie car train. Zaplanowaliśmy sobie go na kolejny dzień i ruszyliśmy w widokową trasę po serpentynkach. Po drodze zahaczyliśmy o jezioro Jasna i Ruski kościół. Został on wzniesiony przez żołnierzy, którzy pracowali przy budowie tutejszej drogi, nazwanej od tego Ruska Cesta.





Wieczorem przyjechaliśmy na kemping, gdzie rozłożyliśmy namiot i poszedłem się umyć. Chwilę później lunęło z nieba. Potrzebowałem podejść do namiotu po brakujące rzeczy do obiadu, ale musiałem zaczekać, aż się trochę uspokoi. Kiedy podszedłem do namiotu trochę pływał, ale na szczęście woda nie przelewała się do środka. Przy kolejnej wizycie, już po obiedzie, wody nie było. Wsiąkła i spłynęła do rzeki. Camping wydawał się całkiem fajny, było dużo atrakcji, między innymi slackline, którego niestety nie udalo sie sprobowac.
24 sierpnia
Wstaliśmy rano ale nie za wcześnie, żeby zdążyć na car train. Niedawno był jakiś wypadek, albo awaria i teraz lokomotywa nie jest w stanie pociągnąć tylu wagonów co przedtem. Ale może najpierw co to jest car train. Zatem jest to pociąg, który ma wagony, na które można wjechać samochodem. Pierwszy raz o tym słyszałem i musiałem tam być! Na dworzec przyjechaliśmy godzinę wcześniej, trochę pochodziliśmy próbując znaleźć informacje jak się ustawić w kolejce, no ale się udało i byliśmy trzeci. Po pewnym czasie przyjechał pociąg z drugiej strony, a kiedy już się rozładował, kontroler sprzedał nam bilety i ustawił na wagonie. Chwila przerwy na toaletę i ruszamy 😍 Mam tylko nagrania, więc jak je wrzuce na instagrama to tu podlinkuje.
Droga zajęła nam ok 40 minut i zaraz potem ruszyliśmy nad Bohinjsko jezero, gdzie zrobiliśmy krotki trekking do wodospadu, a później nad Crno jezero. Tutaj było już trochę bardziej wymagająco, dłużej i wyżej, ale zdecydowanie warto. Przy jeziorku zrobiliśmy herbatę i zjedliśmy konserwę z chlebem.



Wykupiliśmy nocleg w Bled, żeby dobrze wypocząć przed wisienką na torcie, jaką miał być Triglav, ale o tym w kolejnym wpisie.
Podsumowanie
Na pewno będę chciał tu wrócić. Jest tutaj pięknie i dużo szczytów, na które można wejść. Nie byłem w dolinie triglawskich jezior, w sumie to tylko w dwóch. Chciałbym zrealizować swój oryginalny plan tygodniowej pętli przez cały park. Myślę także o rozszrzeniu jej o odwiedzenie wszsytkich czterech biwaków. Widzę też, że plan jest wymagający i teraz wiem czego się spodziewać. Może to lepiej, że pogoda była jaka była i zdecydowaliśmy na krótsze trekingi.