Szlak pięciu jezior Fuji
13 listopada
Dzisiaj niestety wstaję chory, dołączając tym samym do Magdy, która choruje przez cały nasz vanowy trip. Mamy mniej jeżdżenia, a więcej oglądania, więc powinno być dobrze. Robimy objazdówkę po jeziorach, zatrzymując się po drodze i robiąc zdjecia. Szukamy też jedzenia, bo nie kupiliśmy sobie nic na śniadanie i ostatecznie znajdujemy otwartą knajpkę. Jest w skansenie, za który musimy zapłacić, jeżeli chcemy do niej wejść i decydujemy się to zrobić.




Skansen jest super. Wioska składająca się ze starych domów, gdzie niektóre dachy są już porośnięte trawą, mnóstwo pięknych drzew, w tym cudownie czerwone klony i jedyną wadą może być to, że miejsce jest turystyczne i jest sporo ludzi.






Po skansenie jedziemy w kierunku insta spotu - chureito pagoda. Szukamy taniego parkingu, więc zrobiliśmy rundkę po drogach jednokierunkowych, ale ostatecznie parkujemy za 1000 jenów (1500 kosztuje parking miejski) i idziemy w stronę świątyni. Nie jest to pora roku na wiralowe wiosenne zdjęcie z kwiatami wiśni, ale mnogość kolorowych drzew sprawia, że jest sporo fajnych kadrów.







To ostatnia atrakcja turystyczna na dziś i jedziemy na spanie poprzedzone onsenem. Jakimś cudem, jedziemy nie tam gdzie planowaliśmy i wylądowaliśmy na najbardziej ekskluzywnym onsenie jak to było możliwe. Onsen ma widok na fuji i mimo że jest ciemno, to widać zarys góry w ciemności 😮 Sam obiekt ma mnóstwo atrakcji, w tym jakieś baseny z aromaterapią (tych nie znalazłem), łaźnia parowa, jakiś basen w jaskini, itd. Były też informacje o masażach, peelingach, itp. Spoko miejsce, i mimo że drogie jak na nasze poprzednie wybory, to na europejskie ceny za bezcen. Wyszło nas 30 zł za osobę. Nasz nocleg był zaraz obok, bo nawet nie musieliśmy dojeżdżać do głównej drogi, więc juz w ogóle się super poskładało.
14 listopada
Dzisiaj oddajemy auto, ale dopiero o 18, więc mamy sporo czasu. Do Tokyo są jakieś 4h jazdy, więc na spokojnie rano się przepakowujemy, jemy śniadanie i ruszamy do pobliskiego lasu na spacer. W lesie są dwie jaskinie i decydujemy się zapłacić za wstęp. W pierwszej jest opisane jak przechowywano larwy jedwabników, nasion itd. Jaskinie wokół Fuji są naturalnymi lodówkami, o czym może świadczyć fakt że sezon letni już się skończył, a jaskini był jeszcze lód.




Do drugiej jaskini szło się przez las, bardzo stary las, z drzewami porośniętymi mchem, a podłoże było skałą wulkaniczną. Takiego połączenia jeszcze nie doświadczyłem w swoim życiu. Bardzo przyjemna terapia lasem.
W drugiej jaskini był długi tunel, i sporo więcej lodu, ale zarówno w tej jak i poprzedniej spędziliśmy mało czasu. Obydwie były małe i nie było tam dużo do zobaczenia.





Wróciliśmy do auta i pojechaliśmy z powrotem na miejsce naszego noclegu, żeby zrobić sobie herbatę i zdjęcia z autem. Do końca się też spakowaliśmy.


Ruszyliśmy w stronę Tokyo, zatrzymując się jeszcze na dosłownie kilka minut, żeby zobaczyć odlewy drzew w skale wulkanicznej. W skrócie to takie dziury w ziemi, które niby powinny być w kształcie drzew, ale ciężko stwierdzić 😀

Trochę trwał dojazd do naszego ostatniego przystanku, bo co chwila trzymały nas światła, albo korki. Średnia prędkość przez ostatnie 3h to było jakieś 15 km na godzinę 😅, ale w końcu udało się szczęśliwie oddać auto z jakimś 20min poślizgiem, z czego 10min złapane na ostatnim skrzyżowaniu. Stan auta idealny, jedynie spadła mi bateria jak otwierałem bagażnik rano i trochę się obiła obudowa, plus plastik w środku auta pękł. Szkoda, bo chwilę wcześniej o tym myślałem, że tak się może stać 🙈
Auto oddane, a my w końcu jedziemy na nocleg, który ma normalne łóżko i jest ciepło. Trochę zmieniliśmy plany naszej podróży ze względu na pogodę i porę roku, i będziemy powoli uciekać z Japonii.
15 listopada
Nic szczególnego się dzisiaj nie działo. Jedzonko, sklepy, chodzenie po mieście, planowanie, pisanie bloga, jednym słowem czekanie na autobus do Osaki.
