Słonie w Chiang Mai
30 grudnia
Dzisiaj jedziemy na słoniki. Po 8.30 odbiera nas busik i razem z innymi ludźmi jedziemy godzinę za miasto, gdzie zostajemy zapakowani na bambusową tratwę i spływamy sobie rzeką. To pierwsza z naszych atrakcji dzisiaj.





Następnie jedziemy do sanktuarium słoni, gdzie karmimy je trzciną cukrową i idziemy razem na spacer, podczas którego dostają od nas banany. Po powrocie ze spaceru, chętni mogą nakładać błoto na słonie, żeby się mogły schłodzić, a później myjemy je w rzece. Przy okazji oblewamy też siebie, więc jest zabawnie i dużo pozytywnych emocji 😀

.jpg)





Później żegnamy się ze słoniami i jedziemy na obiad. Najedzeni udajemy się do lokalnej wioski, która nie jest dla mnie atrakcją. Zwykła wioska zajmująca się włókiennictwem.



Następnie idziemy na spacer pod wodospad. Zaraz po wyjściu z wioski widzimy słonie, które są zaprzęgnięte do pracy, a na jednym z nich jedzie jakiś Taj. Przykry widok. Dodatkowo za słoniem widać też białych ludzi, którzy mają ostro zakończone kije.

Sam spacer szumnie nazwany trekkingiem jest krótki i po płaskim. Nad wodospadem spędzamy trochę czasu, a później wracamy do miasta.




Idziemy szukać jedzonka w okolicach jednej z bram miasta, niedaleko naszego hotelu i bingo, w końcu trafiamy na prawdziwy street food. Szkoda, że dopiero teraz, ale lepiej niż wcale 😊

31 grudnia
Pakujemy się, wymeldowujemy, zostawiamy rzeczy w hotelu i idziemy sie szlajać po mieście czekając na wieczór. Dzisiaj jedziemy pociągiem do Bangkoku. Idealne miejsce na sylwestra - pociąg, nie Bangkok 🤣
Ale zanim, to najpierw odwiedziliśmy starą światynię w centrum Chiang Mai.








Później udało się jeszcze zaliczyć masaż, fryzjera i kupić jedzonko do pociągu. Zaczęło się trochę nerwowo, kiedy próbowaliśmy zamówić taksówkę, ale pokombinowałem w inDrive i za 200 thb się udało. Idąc już do pociągu, zauważyłem że na moim bilecie w aplikacji jest tylko moje miejsce i zacząłem się stresować, ale w pociągu się okazało, że wszystko jest ok, a obydwa bilety wylądowały w spamie 🙈
Kilkanaście minut próbowaliśmy ogarnąć jak działa numeracja w pociągu i nawet się udało. Za dnia pociąg ma dwa miejsca siedzące, które w nocy zamieniają się w jedno łóżko i dodatkowo ma jedno łóżko pod sufitem (w dzień złożone). Kiedy pociąg ruszył, zjedliśmy swoje jedzonko z marketu, czyli sushi i mango sticky rice. Później przeszła kontrola biletów i mniej więcej w tym samym czasie obsługa zaczęła zamieniać pociąg na sypialny. Rzeczy wcześniej wsunęliśmy pod siedzenia i zostało nam już tylko wejście na łóżka. Łóżko ma około 185 cm długości, więc też sobie przetestuje jakby się potencjalnie spało w Vanie z takim łóżkiem 😀
