Praga
Wstęp
Mimo, że w sumie podobny tryb jak ostatnio, czyli one-way ticket, to jednak zupełnie inaczej. Tym razem jedziemy we dwójkę, jest trochę więcej ogarniania wokół wyjazdu i czuje się jakbym cały czas był w niedoczasie. Jest pomysł na wynajęcie kampera na tydzień w Japonii, ale wymaga to międzynarodowego prawa jazdy. Chcieliśmy to zrobić przez internet, ale po dwóch dniach okazało się, że papiery poszły nie do tego urzędu co trzeba i zrobiła się nerwówka. Ostatecznie złożyłem papiery w Bochnii, Magda skorygowała swój wniosek internetowy i udało się uprosić, żeby nasze papiery zostały ogarnięte wcześniej.
Tym razem wynajmuję mieszkanie osobie, której nie znam, więc też zeszło na przygotowaniu umowy i udokumentowaniu stanu mieszkania. Wszystko na styk i nie jestem do końca zadowolony z tego, że nie udało się wszystkiego posprzątać na błysk. Wyjąłem też akumulator z auta i będzie sobie cierpliwie czekał na mój powrót.
Tym razem nie pakuję za dużo szpeju. Jedynie buty do wspinaczki i jakieś podstawy do ćwiczeń. Musi wystarczyć. Nadgarstek jeszcze nie jest w 100% sprawny, ale ostatnia sesja na Bronxie pozwoliła na zrobienie dwóch baldów za 8 (w skali 9) za pierwszym podejściem. Mam nadzieję, że nauczony doświadczeniem tego sezonu i z całkowicie sprawnym nadgarstkiem po powrocie będzie już tylko lepiej 😊
28 października
Nasza podróż do Tokyo zaczyna się na dworcu głównym w Krakowie, gdzie flixbusem transportujemy się do Pragi. Po drodze żadnych rewelacji nie było, trochę słońca, trochę deszczu. Obejrzeliśmy sobie “Ruchomy zamek Hauru” studia Ghibli. Pierwsze moje zetknięcie z tym stylem i bardzo mi się podoba. Mam nadzieję, że szybko nadrobię kolejne filmy i uda się może ogarnąć Ghibli park.
Po przyjeździe uber do hotelu, rozpakowaliśmy się i poszliśmy coś zjeść w typowo czeskiej knajpce. Później nocny spacer po mieście w tym powrót mostem Karola. Tłoczno, ale za plecami był ładnie oświetlony zamek i ogólnie bardzo przyjemne miejsce.



Po powrocie oglądamy połowę “Księżniczki Mononoke” i idziemy do spanka.
29 października
Spacer po mieście, który zaczęliśmy od kawy, następnie podeszliśmy pod muzeum narodowe. Nie kupowaliśmy biletów, bo wygląda na to, że najlepiej to spędzić tutaj cały dzień od otwarcia do zamknięcia.



Obiad zjedliśmy w ukraińskim bistro, później podeszliśmy pod słynny zegar astronomiczny i zaczęliśmy się kierować na azymut w stronę zamku. Najpierw schodami do parku górującego nad miastem. Pogoda była wspaniała, jest słoneczko, jesienne liście i stare budynki.



Naszym ostatnim dużym celem był zamek z olbrzymią katedrą. Robi to wrażenie, ale już jestem trochę zmęczony i chcę powoli wracać. Przechodzimy jeszcze mostem Karola, żeby już odhaczyć nocną i dzienną rundkę po nim. W dzień jest strasznie tłoczno 🫣, ale jakoś się trzeba przedrzeć.








Ogarniamy sobie jeszcze jedzonko w wietnamskiej knajpce i wracamy do hotelu. Tam kończymy oglądać zaczęty wczoraj film i idziemy do spanka 😴
30-31 października
Dzień tranzytowy. Rano trochę pospaliśmy, zrobiłem parę ćwiczeń na utrzymanie formy, ogarnęliśmy się i wymeldowaliśmy z hotelu. Poszliśmy na śniadanie do kawiarni, ale pierwsza była zamknięta, druga w remoncie i dopiero za trzecim razem trafiliśmy dobrze. Zjedliśmy śniadanie, zrobiliśmy zakupy w Lidlu i wróciliśmy do hotelu. Pogoda była spoko, trochę chłodno, jakiś minutowy przelotny deszcz, ale poza tym słoneczko i ładne chmurki na niebie.

Z hotelu wzięliśmy bolta na lotnisko, oddaliśmy bagaże, poczekaliśmy trochę na otwarcie bramek i tyle. Na lotnisku jak to na lotnisku, w samolocie jak to w samolocie 😅 Pierwsze wrażenia z Japonii w kolejnym poście.