Osaka
16 listopada
Podróż autobusem upłynęła spokojnie i minuty po 9 zameldowaliśmy się na dworcu w Osace. Moje pierwsze wrażenie było takie, że miasto jest spokojniejsze niż Tokyo i to jest na plus. Po drodze do hotelu, widać było jednak, że jest biedniejsze, a ruch chodnikowy trochę bardziej skomplikowany, przez dużo większą ilość rowerów.

Zostawiliśmy nasze bagaże w hotelu i poszliśmy na miasto znaleźć jakieś miejsce, żeby usiąść i zjeść nasze śniadanie (onigiri kupione na drogę).
Dotarliśmy do parku, w którym jest ZOO i ogród japoński. Pierwszym nie byliśmy zainteresowani, a w drugim w końcu udało się znaleźć ławkę. Zjedliśmy nasze śniadanie i później zrobiliśmy rundkę po parku.




Naszym następnym celem była świątynia. Trochę się pomotaliśmy z drogą (brama w ogrodzie była zamknięta, więc nie dało się przejść tak jak pokazywała nawigacja), ale ostatecznie udało się tam dotrzeć. Nie wchodziliśmy do środka, bo trzeba płacić, a już byliśmy w kilku świątyniach i wszystkie wyglądają tak samo.




Przed pójściem do hotelu poszlajaliśmy się jeszcze po sklepach i kupiliśmy sobie super fluffy sernik. Fajna atrakcja, ale nie będę już tam wracał. Sernik głównie na pianie z białka, dobry, chociaż mało serowy. Cena (dwadzieścia kilka złotych) jest w porządku.

W hotelu zrobiliśmy sobie pranie i było trochę zamieszania, bo do tej samej siatki włożyłem mydło i myślałem, że wpadło do pralki razem z ciuchami. Pralka była otwierana od góry i nie miała blokady, więc próbowałem wyłowić mydło przez jakiś czas. Ostatecznie się okazało, że wpadło pod pralkę 🙈 Jestem trochę półprzytomny po nocnej jeździe w autobusie 😅
Rozwiesiliśmy pranie w naszym pokoju, nadrobiłem bloga i poszliśmy na jedzonko. Wzięliśmy takoyaki, czyli kulki z ośmiornicą. Było nawet niezłe, ale to jedzenie jest bardziej przekąską niż kolacją, więc poszliśmy jeszcze do knajpy, gdzie zjedliśmy wołowinę z ryżem i to był bardzo dobry wybór 😊

