Nishizawa i Mitsumine Shrine
10 listopada
Dzień wcześniej ustaliliśmy, że pomijamy Mitake i jedziemy w kierunku Mitsumine. W obydwu miejscach znajdują się świątynie, ale ta druga jest bardziej dzika i trudniej się do niej dostać bez auta, a w dodatku była bardziej po drodze. Jadąc kręta górską drogą, nagle pokazała się nam góra Fuji wyrastająca ponad wzgórza. Widok był tak zachwycający i niespodziewany, że skwitowałem go tylko słowami “o kurwa” 🤣
Po drodze zatrzymaliśmy się na treking po kanionie Nishizawa i to był strzał w dziesiątkę. Połowa pętli biegła przy rzece, gdzie było pełno wodospadów, do tego kolorowe jesienne liście dopełniały krajoobrazu. Na szlaku były zainstalowane łańcuchy, które pomagały przy śliskich fragmentach, ale szlak nie był trudny. Kiedy zobaczyłem zdjęcia w toalecie, z kanioningu jak mi się wydaje, miałem pewne obawy czy damy radę i czy nie władowaliśmy się w coś trudniejszego. Na szlaku były też podwieszane mosty, które tak dalikatnie się bujały, kiedy zaczynało się na nich podskakiwać.












Druga połowa szlaku była dużo łatwiejsza niz pierwsza. Poprowadzona górą, z daleka od wody. Było to łagodne zejście biegnące po starym szlaku, który służył do zwożenia drzewa przy użyciu wózków. Z tego powodu co chwila napotykaliśmy na pozostałości po szynach kolejowych. Wokół nas były w zasadzie same lasy, do tego w pełnej swojej jesiennej okazałości. Cieszyliśmy oczy wszystkimi barwami jesiennych liści. Ta część poszła nam bardzo szybko, tym bardziej, że chcieliśmy jeszcze dojechać spokojnie do świątyni Mitsumine.





Pojechaliśmy tam płatnym tunelem i krętymi górskimi ścieżkami. Jest to świątynia wilków. Nie zagłębiałem się w wierzenia japońskie, więc nie mam tutaj nic ciekawego do napisania co to znaczy, ale zrobiła na mnie duże wrażenie. Znajduje się w lesie na szczycie wzgórze. Ciekawe dla mnie jest to, że same świątynie nie są jakieś duże, ale zazwyczaj otoczone są parkami albo terenami zielonymi o dużej powierzchni. Takim buforem, pomiędzy sacrum a profanum.












