Kyoto
20 listopada
Wstajemy nie tak wcześnie rano, bo musimy przenieść rzeczy do innego hotelu. Miła niespodzianka, bo udało się zameldować o 9 rano, więc zostawiamy plecaki w pokoju i idziemy na stację. Jedziemy do Kyoto zobaczyć kilka atrakcji. Odpuszczamy sobie świątynie ze złota, bo transport tam jest trochę skomplikowany, a cały czas jesteśmy w jakichś świątyniach. Ileż można 😅
Zaczynamy od świątyni Fushimi Inari-Taisha. Słynie przede wszystkim z ilości bram tori. Podchodzimy sobie kawałek, a później wracamy szukać jedzonka.






Tradycyjnie kończymy na ramenie, a później wracamy do świątyni. Transport do następnej świątyni trwa niewiele mniej niż przejście na nogach, a można dołożyć jeszcze trochę czasu i przejść fragmentem szlaku turystycznego. Cała trasa to 70km pętla. Odcinek, którym idziemy, w połowie wiedzie terenami zielonymi, a połowie ulicami. Przyjemnie sobie tak odpocząć od gwaru tłumów.





Dochodzimy do drugiej świątyni (Kiyomizu-dera), która charakteryzuje się tym, że częściowo stoi na wysokiej konstrukcji, coś jakby pale na sterydach.




Na koniec idziemy jeszcze do zabytkowej dzielnicy, gdzie kupuję jakieś jedzonko na przeczekanie do obiadu. Wybrałem krokiety (trochę w stylu hiszpańskim) z mięsem mielonym i serem. Następnie idziemy zrobić zdjęcie znanej pogodzie, a później na obiad.


Po obiedzie wracamy się, żeby zrobić zakupy w sklepie ghibli i później już na pociąg do Osaki.