Korea
24 listopada
Dopłyneliśmy do Busan o czasie i poszliśmy od razu do naszego hotelu. Szliśmy trochę na orientację, bo mapy google nie działają w Korei i wspierają tylko komunikację publiczną. Polecaną aplikacją jest Naver, ale ja głównie używam połączenia google maps do wyszukiwania miejsc i mapy.com do nawigowania.

Nasz hotel ma kiosk do meldowania się, ale nie było naszej rezerwacji, więc poszliśmy na śniadanie.
Rezerwacja pojawiła się, ale wczesny check-in był platny, więc poszliśmy się przejść. Jestem zmęczony i po pewnym czasie zawróciliśmy i poszliśmy do pobliskiej galerii, gdzie zjedliśmy obiad.


Wróciliśmy do hotelu i się zameldowaliśmy. Mamy duży pokój, za dużo mniejszą cenę niż w Japonii. Nie mamy specjalnych planów na Koreę. Trochę popróować tutaj jedzenia i za kilka dni mamy lot do Wietnamu. Przed spaniem poszliśmy jeszcze na kolację. Wzieliśmy sobie makaraon z ośmiornicą. Wrażenia po pierwszym dniu są takie, że Korea wydaje się być bardzo europejskim krajem. Widać ogromną różnicę w stosunku do Japonii. Ulice nie są takie czyste, chodniki są krzywe, język zupełnie inny. Czuć wyjątkowość Japonii.

25 listopada
Czuje się trochę przeziębieniowo, więc idziemy śniadanie, a później wracam do pokoju.

Przygotowuję się do rozmów kwalifikacyjnych, bo chciałbym znaleźć pracę przed powrotem do Polski. Cały dzień upłynął mi z ChatemGPT.
Wieczorem idziemy na jedzonko i poszliśmy przez China Town, chociaż bardziej miałem wrażenie że Russia town, bo pełno było cyrylicy, sklepów i lokali rosyjskich. Weszliśmy do sklepu z rosyjskim jedzeniem i znaleźliśmy polskie mleko.


Doszliśmy w końcu do naszego celu, czyli knajpy z kurczakiem - korean fried chicken. Było bardzo dobre, ale dużo zapłacilismy (prawie 100zł). Później jak obczajałem ceny w innych sklepach, to widzę, że w tym rejonie kurczak jest po prostu drogi.

26 listopada
Dzisiaj czuje się spoko, więc jedziemy do największej galerii handlowej w Korei. Nic tam nie było ciekawego i dosyć szybko sie ewakuowaliśmy w kierunku ścianki wspinaczkowej.



Po drodze weszliśmy do macdonalda i wziąłem sobie lokalny świąteczny specjał. Bułka z plackiem ziemniaczanym i sosem truflowym. Było w porządku i frytki też były smaczne, więc na plus. Po drodze mijaliśmy kilka sklepów z małymi kotkami. Dziwnie uczucie oglądać koty w klatkach.


Nasza ścianka była zamknięta, więc poszliśmy do następnej. Mega mi się podobało, duża hala, bardzo fajne baldy i czułem, że znalazłem sobie idealne problemy. Wymagające, ale w zasięgu. Niestety przy jednym problemie w przewieszeniu, coś mi przeskoczyło w biodrze/pośladku, więc natychmiast zeskoczyłem, żeby się zorientować w sytuacji. Spanikowałem, że coś naderwałem, ale chyba to tylko naciągnięcie. Szkoda mi byłp bardzo, bo dawno już tak dobrze mi się nie wspinało i czułem dobre flow. Zrobiłem sobie jeszcze ćwiczenia na kampusie i się zebraliśmy do hotelu.

Zatrzymaliśmy się na pierożki, a później autobusem pojechaliśmy do domu. Z nogą jest coraz gorzej, ale mogę chodzić, więc chyba w miarę.

27 listopada
To była ciężka noc, bo noga pozwala komfortowo leżeć tylko na plecach. Idąc na śniadanie, trochę kuleję i boli. Na śniadaniu w końcu skończyliśmy na sałatce z makaronem. Wziąłem “spicy” i myślałem że nie dojem. Po przerwie i kilku kubkach wody, udało się dokończyć.

Ze względu na nogę wracam do pokoju i zajmuję się blogiem, a później ogarniam tematy pod szukanie pracy.
Wieczorem idziemy na jedzonko i taki to był dzień. Kolejne będą raczej podobnie leniwe, dopóki nie odbędą rozmowy kwalifikacyjnej.
W ogóle to w naszym pokoju hotelowym był elektroniczny kominek.
