Ha Giang Loop cz. 2
10 grudnia
Pierwszym przystankiem była granica z Chinami, a konkretnie miejsce, z którego można ją było zobaczyć. Widać było mur i wieżyczki strażnicze, i to wszystko.




Kolejne przystanki to były punktu widokowe, jak co dzień zresztą.


Później pojechaliśmy do miasteczka, gdzie pokazano nam cały proces produkcji ubrań z konopii. Od ściętej łodygi po gotowe produkty. Wszystko tak jak się robiło i chyba dalej robi. Z wrzecionami itd.





Po wszystkim ruszyliśmy w kierunku naszego miejsca spankowego. Dzisiaj mamy w sumie do przejechania ponad 100km, więc jest intensywnie. W dodatku droga skrót, którą mieliśmy jechać jest w remoncie, więc dokładamy kolejne 20km 😬
W końcu docieramy do naszego ostatniego przystanku. Tutaj udajemy się na herbal bath, czyli kąpiel w gorącej wodzie ziołowej. Idealnie, bo dzisiaj też był zimny dzień. W wodzie powinno się siedzieć około 10-15 minut, bo jest konkretnie ciepła. Byliśmy w niej jakieś pół godziny, po których zacząłem czuć ból brzucha i zawroty głowy.


Później udaliśmy się na kolację, a po niej jeszcze do jakiegoś baru. Nie do końca zrozumiałem o co chodziło, bo inaczej pewnie bym tam nie poszedł. Na miejscu było pełno wietnamczyków, choinka, na którą sypał się sztuczny śnieg i dodatkowo, kiedy przyszliśmy zaczynał się pokaz fajerwerków. Dosyć szybko się ulotniłem i poszedłem do spania 🤷♂️


11 grudnia
Pierwszym przystankiem była wioska, gdzie ludzie zajmują się produkcją srebrnej biżuterii. Mało interesujące w sumie.
Później pojechaliśmy na krótki treking do jaskinii. Fajnie było, bo w środku pełno było nacieków i takich formacji, które sprawiały wrażenie jakby było się w jakiejś katedrze, albo coś takiego.










Po jaskinii pojechaliśmy na obiad, a później już w kierunku hotelu.





Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, przepakowaliśmy rzeczy i pojechaliśmy na autobus. Chcieliśmy jak najszybciej wyjechać, żeby nie skończyć w Hanoi w połowie nocy, tylko w miarę przed północą. Wszystko poszło zgodnie z planem i nawet to, że kupiłem hotel na styczeń, a nie na grudzień udało się odkręcić i mogliśmy iść do spanka.
