Chiang Mai cz. 2
25 grudnia
Dzisiaj rano wracamy do Chiang Mai. Przyjechaliśmy wczesnym popołudniem i poszliśmy na ramen. Był bardzo dobry. Wróciliśmy do hotelu i poźniej poszliśmy na jedzenie, a następnie na masaż do green bamboo. Nie czuć za bardzo atmosfery świąt, chociaż widać, że ten czas jest trochę inny dla Tajów, że jest tak jabky bardziej rodzinnie i kolacje wydają się być bardziej wyszukane.


26 grudnia
Dzisiaj zaczynamy dzień późnym śniadaniem, a poźniej idziemy na ściankę. Mój projekt został przekręcony, więc spędzam trochę czasu na pjektowania innego balda, ale mam wrażenie, że wszyscy robią mi na złość i trudne baldy opierają się na haczeniu prawej pięty. Robię więć resztę baldów po przekrętce, a pózniej wypożyczamy przyrząd i idziemy na liny. Na tej ściance, jednorazowe wejście jest drogie, ale przy rejestracji można kupić pakiet trzech wejść (tańsze niż dwa pojedyńcze wejścia), który zawiera darmowe wypożyczenie butów. Z racji tego, że mamy swoje buty, to mamy w cenie wypożyczenie uprzęży. Dopożyczamy więc tylko przyrząd i idziemy wędkować. Nie jestem w pełni formy, więc na podtrzymanie i rozwspinanie, taka forma jest wystarczająca. Wspinam się trochę do odcięcia, ale tak żeby się nie przetranować. Lina jest dla mnie dużo bezpieczniejsza pod tym kątem. Na zakończeni wstawiam się jeszcze w jednego trudniejszego balda, obczajam ruchy i po dłuższym odpoczynku wchodzi bez problemu. Z ciekawostek lokalnych, to na ściance widzieliśmy polskie batony proteinowe Go On.

Kupiliśmy sobie owocki, które zjadamy po powrocie ze ścianki. W oczekiwaniu na otwarcie night marketu odpalamy jeden odcinek stranger things. Idziemy zjeść, tym razem smażona/grillowana pierś z kurczaka, którą poprawiam szaszłykiem, a na deser chcieliśmy sobie wziąc gofry. Były na tym samym stoisku co tajskie lody, a na naszej kartce ze składnikami nie było podpisu, więc niestety zamówiliśmy jedne lofy i dopiero gofra.Po powrocie kończymy pozostałe odcinki serialu, a w zasadzie ja kończę. Potem długo nie mogę zasnąć, bo moje myśli krążą wokół serialu. Dodatkowo koło północy budzi mnie swędzenie po ugryzieniu komara. Już drugą noc ugryzł mnie w palec u ręki. Mało to przyjemne. Dzisiaj w nocy też długo było głośno, widocznie drugi dzień świąt to też powód do rodzinnego spotkania.
27 grudnia
Dzisiaj mieliśmy zjeść różne śniadania, bo mam ochotę na Khai Soi, a Magda nie lubi ostrego jedzenia. Kiedy doszedłem do mojej knajpy, to zobaczyłem kartkę, że do jutra jest zamknięta. Wróciłem więc do naszej zwyczajowej śniadaniowni i wziałem sobie wrapa w omlecie i tosta francuskiego. Wracając do hotelu kupiliśmy owocki na targu. Zająłem się aktualizacją wpisów na bloga.

Wieczorem mieliśmy umówiony masaż. Tym razem wziąłem sobie godzinę masażu tajskiego i dodatkowo pół godziny masażu głowy.
Po masażu poszliśmy na kolację na night bazaar.

