Cat Ba
30 listopada
Śniadanie, tranzyt na lotnisko, lot i znajdujemy się na Cat Bi. Tutaj nastąpiły pewne komplikacje. Mieliśmy płynąć na Cat Ba, ale jak dojechaliśmy na miejsce rzekomego promu, to okazało się, że został jakiś czas temu przeniesiony w inne miejsce. Pojechaliśmy więc do nowego miejsca, ale informacje które dostaliśmy też nie do końca się pokrywały, bo byliśmy co prawda w porcie, ale dla łódek a nie oficjalnego promu, który kursował częściej. W międzyczasie zobaczyliśmy z okien samochodu że przez cieśninę jest poprowadzona kolejka linowa. Wzięliśmy taxi do poprawnego promu, ale wysiedliśmy kawałek wcześniej na stacji kolejki i tam nam się udało w końcu przeprawić. Bilet na kolejkę kupiliśmy łączony z autobusem, więc bez problemu udało nam się dojechać prawie pod sam hotel.

Poszliśmy na kolację i wziąłem sobie jakąś rybę, na co dostałem: palnik, patelnię z rybą, makaronem, koperkiem, a obok w miseczce sos. Miałem sobie podgrzać patelnię aż koperek puści zapach i wtedy wlać sos i gotować całość ok. 2 minuty. Jedzenie było ok, ale bez szału. Spodziewałem się całej ryby, a było kilka kawałków ryby i kilka kawałków kotleta rybnego.

Po kolacji poszliśmy jeszcze nad plażę. Po drodze zahaczając o mini ściankę wspinaczkową, żeby zobaczyć jakie wspinanie jest w okolicy i czy warto wypożyczać sprzęt. Oprócz DWS (czyli wspinania bez asekuracji nad wodą) nie widzę nic szczególnego, więc trochę mniej mi żal, że mam kontuzje i nie mogę się wspinać.
Przed samą plażą buduje się jakiś wielki ośrodek wypoczynkowy. Na mapach wciąż jest tam zatoka, ale niedługo potencjał noclegowy znacząco wzrośnie 😅
1 grudnia
Dzisiaj mam rozmowę kwalifikacyjną, więc cały dzień spędzam z chatem GPT, żeby się przygotować. Wychodzę tylko na spacer i jedzonko. Rozmowa była o północy mojego czasu i w sumie byłem zadowolony.
2 grudnia
Dzisiaj zmieniamy hotel. Wcześniejszy check-in jest dodatkowo płatny, więc zostawiamy rzeczy i idziemy na spacer na punkty widokowe nieopodal.
Mijamy tablice z napisem “no trespassing” i po pewnym czasie dochodzimy do opuszczonej budki strażniczej i zamkniętej bramy. Nie bawimy się w przechodzenie przez siatkę i wchodzenie na teren wojskowy. Idziemy w kierunku kolejnego punktu widokowego. Podchodzi się schodkami z cegły, raz na jakiś czas przechodząc nad kablami leżącymi na ziemi, a najprawdopodobniej podpiętymi z drugiej strony do wieży telekomunikacyjnej stojącej na szczycie. Obok wieży nasza ścieżka odbija trochę w lewo gdzie docieramy na najwyższy punkt tego wzgórza. Z jednej strony kawałek miasta, z drugiej port, a z trzeciej już tylko morze i skały wystające z wody.



Schodzimy w kierunku drugiego punktu widokowego, na którym powiewa wietnamska flaga. Tutaj widok bardziej na port i morze. Po krótkiej chwili idziemy dalej i kiedy jesteśmy przy stróżówce, to widzę ścieżkę na dół. Patrzę na mapę i widzę, że można dojść tędy na plażę, a przy odrobinie szczęścia nawet do portu. Przy skrzyżowaniu do plaży idziemy dalej, bo zejście jest bardzo strome, więc odpuszczamy. Po pewnym czasie dochodzimy do ogrodzenia z kozami, i tutaj wyjaśnia się, czemu na mapie ścieżka się nie łączy. Trzeba przejść przez teren prywatny. Chwilę kręcimy się tutaj widząc jakiegoś wietnamczyka na dole, który nas zauważył i puścił przez ogrodzenie. W środku były też małe kózki, w tym jedna taka słodka malutka 😍




Bez problemu docieramy do portu, przy którym jest skałka wspinaczkowa, chociaż nie wiem, niby obite, ale jakieś kable są poprowadzone na wysokości dwóch metrów. Nie wygląda to zachęcająco i szczerze mówiąc nie czuję wielkiego żalu, że naciągnąłem mięsień i nie mogę myśleć o wspinaniu. Bierzemy jeszcze wietnamskie bagietki z kurczakiem i owocami morza, i wracamy do miasta. Tutaj zatrzymujemy się na masaż. Jakieś 25 zł za godzinkę i idziemy się zameldować do hotelu.


Wieczorem idziemy na kolację, posiedzieć chwilę przy oświetlonej fontannie, przy której gra muzyka i kończymy dzień na masażu stóp.
