Arashiyama
18 listopada
Dzisiaj jechaliśmy do Arashiyama. Nauczeni błędami poprzedniego dnia, zakupiliśmy jedzenie jeszcze przed wyjazdem. Dojazd zajął nam ponad półtorej godziny, ale wszystko się dobrze spięło i zgodnie z planem wysiedliśmy przed świątynią Otagi Nenbutsuji. Charakterystyczne dla niej są figurki ludzi, które mają przedstawiać uczniów buddy, którzy osiągnęli stan nirwany.











Następnie przeszliśmy do kolejnej świątyni, która była na naszej drodze. Tam zobaczyliśmy bambusowy las, a oprócz tego cmentarz i pole kamieni, które nie mam pojęcia czym jest.




Udaliśmy się następnie na stację przecinając bambusowy las i pojechaliśmy do Kyoto.



Tutaj w sumie bez większego planu, bo nie mieliśmy ochoty na kolejne świątynie. Zdecydowaliśmy się iść na zamek nijo-jo. To była fajna wycieczka. W środku były dwa pałace, z czego jeden otwarty do zwiedzania. W pałacu nie można było robić zdjęć. W środku znajdowały się cztery duże sale, z czego dwie do przyjmowania różnych gości przez Szoguna. Były też dodatkowe pokoju. Wszystkie puste, ale ze ścianami zdobionymi malowidłami.







Oprócz pałacu można było pozwiedzać ogrody i odbić obraz na karcie, przy użyciu czterech pieczątek rozmieszczonych w różnych miejscach.
Później poszliśmy na Okonomiyaki, czyli takie placuszki z kapusty i pojechaliśmy z powrotem do Osaki.

19 listopada
Dzisiaj luźniejszy dzień, najpierw sklepy, gdzie kupiłem sobie naleśnika z kremem budyniowym.
Później poszliśmy na ściankę wspinaczkową. Obiekt przypominający raczej stare ścianki wspinaczkowe. Taniej niż w Tokyo, głównie dzięki możliwości kupienia jednorazowego 3-godzinnego wejścia bez opłaty rejestracyjnej.
Po ściance wróciliśmy się do hotelu, a później poszliśmy na sushi z taśmociągu. Kura sushi, czyli ta sama sieciówka co w Tokyo. Tym razem obyło się bez żadnych niespodzianek smakowych 😀
Pochodziliśmy jeszcze po dzielnicy, gdzie można było porobić fajne zdjęcia z wieżą Tsutenkaku.

