Ao Nang
3 stycznia
Następny przystanek był 2h przed Krabi, gdzie zostaliśmy wyładowani przy barze i tam każdy czekał na swój docelowy busik. Po około dwóch godzinach pojawił się nasz, oczywiście jak byłem w toalecie, zapakowaliśmy się i bez niespodzianek dojechaliśmy do Ao Nang. Tutaj taksówka do hostelu, zostawiliśmy rzeczy i poszliśmy na spacer. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad, a po zameldowaniu się, poszedłem spać. Wstałem na kolację i znowu poszedłem spać 🤣


Nasz hostel jest zrobiony w stylu domu z papieru, czyli obrazy postaci z serialu na ścianach, czerwone pościele itp.

4 stycznia
Wstaliśmy późno i poszliśmy szukać jedzenia, jak już byłem głodny i marudny. Trochę nam zajęło i w końcu skończyłem w knajpie, która okazała się mieć dobre jedzenie. Niestety czuć tutaj różnice cenowe w stosunku do wcześniejszych miejsc, w których byliśmy.
Po śniadaniu poszliśmy na plażę i tutaj dzień upłynął na spacerze, pływaniu i opalaniu (spalaniu) się. Świadomie nie posmarowałem się dzisiaj kremem i zobaczymy czy to była dobra decyzja 😅 Uprzedzając fakty, absolutnie nie. Pierwszy raz w życiu się naprawdę spaliłem 🙈



Później powrót do hotelu na leżakowanie, uzupełnienie bloga i czekanie na kolację, którą jemy nieopodal naszego hostelu. Jest tutaj night market z dużym wyborem jedzenia w sensownych cenach. Niestety problem z nim jest taki, że jest mało miejsc gdzie można usiąść i zjeść. To znaczy jest jedno miejsce z około 10 stolikami i jest też drugie, ale wymaga zamówienia napoju, co nam się nie podoba, więc je omijamy.
Na szczęście nasz hostel jest parę minut od tego miejsca, więc możemy zjeść obok niego 😀
5 - 11 stycznia
Tak bardzo się spaliłem 4 stycznia, że w końcu, z przymusu i czystym sumieniem, nic nie robiłem przez cały ten czas. Większość dni spędzałem w hostelu. Wychodziłem rano na krótki spacer, gdzie siadałem sobie w cieniu nad morzem, piłem mleko białkowe na śniadanie i czytałem książkę. Później wracałem do hotelu i czekałem tam do wieczora, żeby zrobiło się chłodniej. Wtedy szliśmy na jakieś jedzonko i dłuższy spacer. Po zmianie hostelu poszliśmy raz na siłownię, ale wyszły mi po niej potówki, po których musiałem też ograniczyć poranne spacery. 11 stycznia zmieniliśmy hostel na hotel, który co prawda był dalej od plaży, ale w końcu mieliśmy prywatny pokój. Zaczęło też już być dużo lepiej z moją skórą i powoli mogłem się bardziej eksponować na słońce.





